2017

Przypowieści mają to do siebie, że są piękne i napisane wyszukanym językiem. Ich bohaterowie są albo niewinni, albo bardzo, bardzo źli. I na końcu morał mówi nam, co zrobić, żeby nadal pozostać o nieskalanym sercu, mimo ogromu brudu i łajdactwa na świecie.

2018-03-12 12:26:09

Moja przypowieść, która zarazem jest podsumowaniem 2017 roku, jest przypowieścią o gównie:). A było tak. Mały ptaszek, urodził się za malutki, by w odpowiednim czasie wyruszyć do ciepłych krajów ze swoimi krajanami. Machał, machał skrzydełkami, ale ile by nie namachał, to zostawał daleko w tyle, bo inne ptaki o wiele większych skrzydłach robiły jeden ruch, który odsadzał je na dużą odległość od małego ptaszka. Pewnego mroźnego dnia było tak zimno, że ptaszkowi zamarzły skrzydełka i padł na łąkę, na której pasła się krowa. Właściwie to nie pasła, bo trawy już nie było, ale gospodarz tak ją kochał, że wyprowadzał ją na łąkę, by nie stała w stodole cały czas. Tak się złożyło, że duża krowa nie zauważyła małego ptaszka i zrobiła na niego ogromną kupę. Takiego placka, jak tylko dobrze odżywione zwierzę potrafi. Jednak coś ją tknęło i obróciła się, chociaż nie miała w zwyczaju oglądać na co dzień swoich odchodów. Nagle zobaczyła, że coś się w nim rusza. Zapewne ciepło krowiego łajna odmroziło zamarzające ciało ptaszka. Wyciągnęła go najdelikatniej jak potrafiła swoim jęzorem, po czym zaczęła go energicznie lizać. Ptaszek otworzył oczy: “uratowałaś mi życie, krowo”. “Szczerze mówiąc to najpierw porządnie cię osrałam. Przeze mnie byłeś jakiś czas w naprawdę dużym gównie” – odparła szczerze. “Czasem ci, co na nas srają, potem ratują nam życie. A ci, od których oczekujemy pomocy i wsparcia, odlatują, pokazując nam tylko swoją dupę” – skonstatował ptaszek.

Rok 2017 był rokiem srających na mnie krów i mających mnie w dupie ptaków. Gdy widziałem tyłki tych, na których serce liczyłem, było mi trudno. Załamywałem się. Miałem czarne myśli. Ale na szczęście zawsze taki zmarznięty, odnajdywałem odpowiednią łąkę.

 

W tym roku nauczyłem się stawiać granice i nie brać odpowiedzialności za decyzje innych, nawet gdy oczywiste dla mnie było, że to złe ruchy. Gdy klientka chce po raz trzeci zmienić blond w czarne emo, albo w drugą stronę i wiem, że grozi jej łysina, to ją uprzedzam. Po czym, gdy się upiera, daję do podpisu oświadczenie, że nie biorę odpowiedzialności. To jej kawałek, nie mój. Jest dorosła. Trudna to była dla mnie lekcja. Ale odrobiona.

W tym roku zmieniłem wystrój salonu. Dałem sobie prawo do zmian, gdy sam to czuję, a nie wtedy, gdy rzeczywistość to na mnie wymusza. Tamten jeszcze obiektywnie był ok, ale już nie wyrażał mnie. Przyszedł czas się z nim pożegnać.

W tym roku wreszcie poczułem, że JA jest równie ważne jak INNI. I tylko wtedy można budować prawdziwe relacje z ludźmi. Gdy unieważniałem JA i nie słuchałem swoich potrzeb, moje relacje z ludźmi może i momentami były lepsze, ale w środku tak się wkurzałem, że sam sobie ze sobą nie radziłem, bo przecież zdradziłem jakąś część siebie. Teraz mam inaczej. Kiedyś nie kochałem siebie, żeby mnie kochali inni. Teraz kocham siebie i dzięki temu mogę kochać innych.

I tego Wam życzę na ten rok.

 

OSKAR BACHOŃ

 

ZNAJDŹ NAS: