Stałe miejsce na słomkę

Przeszedłem ogromną drogę od otyłego, głośnego Oskarynki, zabawiającego całą imprezę i robiącego z siebie idiotę do człowieka, którym teraz jestem i z którym bardzo się przyjaźnię. Bo szczerze mówiąc, to nie wiem, czy chciałbym się przyjaźnić z tamtym Oskarem. Dlatego zawsze bardzo mnie cieszy, gdy ludzie pracują nad sobą i zmieniają swoje życie. Wiem, jakie to trudne i bardzo to doceniam. Kiedy więc zadzwoniła do mnie Monika, że dużo się u niej zmieniło, to czekałem na opowieść o seksie tantrycznym, warsztatach rozwoju duchowego czy historii przejścia na weganizm. Umówiliśmy się po mojej pracy. Jedno, co mnie zastanowiło, to to, że Monika przez telefon jakoś inaczej brzmiała. Nie potrafiłem tego ująć, ale zdecydowanie coś było nie tak. “Może ma aparat na zębach” – pomyślałem.

2018-04-24 15:22:03

Cieszyłem się cały dzień na to spotkanie. Wyobrażałem sobie, jak będę jej opowiadał o moich poszukiwaniach, jak ona mi zrelacjonuje swoje. Chciałem wybrać jakąś przytulną knajpkę, żebyśmy spokojnie mogli pogadać, ale w sumie miałem tysiące spraw na głowie i kwestię miejsca zostawiłem Monice. Wybrała pewne modne krakowskie miejsce, za którym o tyle nie przepadałem, że wszyscy w nim wyglądali tak samo plastikowo. Ale trudno.

Przybyłem punkt 20.00, ale Moniki jeszcze nie było. Było natomiast jakieś monstrum przy stoliku pod oknem. Anella. Żywa Barbie. Usta wielkości popielniczki z PRLu. Cycki jeszcze większe, wystawione na ladę mimo mrozu za oknem. Róż paznokcia i czerń lateksowych spodni. Patrzyłem zahipnotyzowany, zapewne w taki sam sposób, jak ludzie w średniowieczu patrzyli na babę z brodą w cyrku. Tymczasem to coś uśmiechnęło się do mnie i mówi: “Oski, Oski, to ja”.

„To nie może być ona.” – błagałem Boga – „Nie rób mi tego. Jeśli istniejesz, nie możesz pozwalać, żeby fajne dziewczyny to sobie robiły”. Rzeczywistość jednak albo potwierdziła, że Boga nie ma, albo ten Bóg coś poszalał, bo to była ona. Monika.

–   Nie poznałeś mnie?

–   No nie.

–   Bosko wyglądam, prawda?

I to był moment, w którym chciałem się rozpłynąć w niebycie, uniknąć nieuniknionego, zniknąć.

–   Monika, coś Ty ze sobą zrobiła? Zresztą widzę, co zrobiłaś, ale czy dobrze Ci z tym?

–   Rewelacyjnie, powiem Ci. Jestem szczęśliwa jak nigdy, chociaż trochę ust nie domykam. Ale słomka wchodzi. Zresztą nie tylko słomka – zahihotała. Wypiliśmy kawę. W jej przepastnej torebce zadzwonił telefon, ale długość paznokci opóźniała proces jego poszukiwania. I wtedy to zobaczyłem w jej torebce. Za dużo razy widziałem, jak ludzie przez to przegrywali życie, żebym się mógł mylić.

–   Stara, Ty wciągasz kreskę?

–   Aaaa tam, czasami.

–   Taaaa… - a jakoś do siebie po cichu dodałem – i widzę, że naprawdę jesteś szczęśliwa.

ZNAJDŹ NAS: